No to jak obiecywałem piszę 2 notkę (a pierwszą o moich snach). Hmm... Ten sen zamieścił bym w kategorii "głupie i bezsensowne". No to ja już nie zanudzam tylko piszę. ;P
Sen zaczął się od tego że poszedłem do szkoły, a przed drzwiami stała woźna, która mówiła (wręcz krzyczała), że dziś lekcji nie ma. Uradowany idę, a tu nagle znikąd pojawiły się moje dwie przyjaciółki (i proszę nie mówić, że taka przyjaźń nie istnieje, bo to kłamstwo!). Dobra idziemy i one mówią nagle, żebyśmy zdemolowali jakiś dom. Ja mówię "ok" (nie wiem czemu, w życiu bym się do czegoś takiego nie zgodził) i idziemy, nagle jedna z dziewczyn wyciąga ze śmietnika 3 pistolety. Biorę i idziemy tak drogą i gadamy. Wpadliśmy na pomysł, żebyśmy zdemolowali dom naszej pani wychowawczyni (poza tym uczy nas jeszcze fizyki i informatyki ; tak w ogóle to nie wiem dlaczego akurat jej dom mielibyśmy zniszczyć, bo akurat ją bardzo lubię...). Idziemy i nagle dochodzimy do domu naszej nauczycielki. Wchodzimy do środka, a tam nasza pani pije sobie herbatkę i nas zaprasza, żebyśmy się też napili. Dobra, kładziemy pistolety na stole (nasza pani nic nie zrobiła jak je zobaczyła, ale to szczegół xD) i pijemy powoli herbatę. Nagle jedna z dziewczyn bierze broń i strzela w piec naprzeciw stołu. Efekt - natychmiastowy wybuch ( i proszę nie prawić mi kazań, że piece nie wybuchają, bo to był tyyylko sen). Nam nic się nie stało, zresztą nie wiem co było z naszą panią, bo po wybuchu na chwilę zrobiło się ciepło i nagle przeteleportowaliśmy się w trójkę do naszej szkoły przed jakąś klasą, korytarz był w miarę pusty i nagle z klasy wychodzi mój kolega, z którym nie chodzę już do klasy (przeniósł się do innej miejscowości). Patrzę, a on ma blond włosy (w rzeczywistości ma brązowe , krótkie) i w dodatku ma dredy! Powiedział do mnie tylko "Cześć!", a ja się obudziłem.
I takie właśnie sny mam często, głupie i bezsensowne. ;D